1.
Zima w Rionie była cicha, spokojna i
mroźna. Śniegowe płatki bezgłośnie sypały się z nieba, okrywając świat grubą,
puchową kołdrą. Lothandir siedział w swoim apartamencie, na szerokim parapecie
jednego z wysokich okien. Miał z tego miejsca doskonały widok na większą część
Rionu, co cieszyło go przez znaczną część roku, ale szczególnie teraz. W
przyozdobionej szronem szybie odbijała się postać maga – ryża czupryna jak
zwykle okalała twarz niesfornymi, krętymi kosmykami, opadając lekko na zielone
oczy. Niedopięta koszula w kolorze palonej sieny odsłaniała smukły tors, który
zdobił niewielki, ochronny tatuaż usytuowany na lewej piersi. Tym razem rękawy
Mistrza Sztuki Magicznej, skrupulatnie podciągnięte, sięgały ledwie ramion. I
to nie bez powodu.
Z pozoru spokojny mag również
posiadał swoje dziwactwa. I to dość oryginalne. Jedno z nich wiązało się
właśnie ze śniegiem, dlatego też szczególnie przepadał za zimą. Każdego roku,
gdy tylko pierwsza, gruba warstwa białego puchu pokrywała Rion, Lothandir
siadał w oknie swojej sypialni i uważnie obserwował przechodzące pod nim elfy.
Los chciał, że apartamenty ryżego Mistrza znajdowały się niewiele poniżej
koron, rosnącego w korzeniach Królewskiego Dębu, lasu. Dzięki temu, samemu
będąc niezauważonym, bezkarnie strząsał śnieg z rozłożystych gałęzi, wprost na
niczego niepodejrzewających przechodniów, używając do tego prostego zaklęcia.
Tak było i tego dnia. Lothandir z
entuzjazmem nastoletniego psotnika wypatrywał swej pierwszej ofiary. Nie musiał
długo czekać. Na ścieżce przebiegającej tuż pod oknami apartamentów pojawił się, opatulony szczelnie grafitowym
płaszczem, Mroczny Elf. Mag uśmiechnął się radośnie dostrzegając, iż jest to
nikt inny, jak jego młody znajomy, Maethorion. Smukłe dłonie zatarły
złowróżbnie, a zaledwie moment później Leśny Elf wycelował palcami w stronę
jednej z bardziej rozbudowanych gałęzi. Miękki ruch nadgarstka wystarczył, by
niewidzialna siła wprawnie strąciła śnieżną zaspę, wprost na barki niczemu
winnego Maetha. Zaskoczony młodzieniec nie miał szans uskoczyć przed tą
miniaturową lawiną, dlatego ciężar śniegu z łatwością zwalił go z nóg. Radosny
śmiech wypełnił komnaty Lothandira, a sam mag, klaszcząc w dłonie, zaczął
wypatrywać kolejnej ofiary swoich psot.
I tym razem wystarczyła chwila
uwagi, by dostrzec następną, zbliżającą się postać. Burza złotych loków
pozwoliła z łatwością odgadnąć tożsamość tej osoby. Była to Aleeica, Jeźdźczyni
Niebieskiej Smoczycy Inegoi’chi. Lothandir nawet nie zastanawiał się, czy elfka
była akurat zjednana ze swoim smokiem, czy nie. Wystarczyła chwila, by znalazł
kolejne kilka gałęzi, z których zaraz zrzucił nadmiar zalegającego nań śniegu.
Jeźdźczyni, na złość magowi, wyczuła podstęp i odskoczyła zwinnie w tył. Zaraz
potem przeniosła bystre i dodatkowo zirytowane spojrzenie wprost na siedzącego
w oknie Lothandira. Ryży Mistrz Sztuki Magicznej ze zwinnością godną spłoszonej
łani zeskoczył z parapetu, chowając się pod nim.
- Ups – mruknął do siebie,
chichocząc pod nosem. – Chyba wpadłem…
Ad.1.
Lothandir uwielbia śnieg.
Był środek lata. Lothandir wracał
właśnie z zajęć terenowych, prowadzonych z jedną z bardziej zaawansowanych grup
swoich uczniów. Popołudnie zapowiadało się bardzo przyjemnie. Słońce
przeświecało radośnie przez gęste, soczyście zielone korony drzew, ptaki
cieszyły uszy słodkimi trelami i wszystko wydawało się być na swoim miejscu. Do
czasu.
Jedyną anomalią, jaką mag zdążył
zauważyć, było kilka zimnych kropel spadających z nieba, mimo bezchmurnego
błękitu nad jego głową. I może dlatego nie dostrzegł nic poza tym. Przynajmniej
z początku. Bowiem dosłownie kilka uderzeń serca później na Lyen Akre[1]
spadła, nie mniej, nie więcej, hałda śniegu. Zaskoczony mag potrzebował kilku
chwil zanim zdołał się z niej wygrzebać, drżąc z zimna. Spojrzał w niebo i
zdziwił się jeszcze bardziej. Otóż nad polaną, na której się znajdował, krążył
smok. I to nie byle jaki smok. Była to Niebieska Smoczyca Inegoi’chi. Cóż,
widać Aleeica postanowiła dość oryginalnie odwdzięczyć się za próbę zrzucenia
na nią śniegu z drzew pod Królewskim Dębem. Nie ma co, poczucie humoru miała
bardzo specyficzne…
Ad.1.1
Lothandir uwielbia śnieg. Ale nie w nadmiarze.
[1] Lyen
Akre – (z języka autorskiego) Mistrz Sztuki Magicznej